Twój nowy kolega z Katowic mówi, że idzie po geszynk dla frelki, bo jutro ma ôfyncja. Patrzysz na niego z lekkim uśmiechem, kiwasz głową i nie masz pojęcia, o czym mówi. Żeby być precyzyjnym: idzie po prezent dla dziewczyny, bo jutro ma urodziny. Tyle wystarczy, żebyś wiedział, że śląska godka to nie regionalny folklor dla turystów – to żywy język, którym w Katowicach, Chorzowie i Bytomiu mówią ludzie w każdym wieku, często nawet nie zdając sobie sprawy, że dla kogoś spoza Śląska brzmi to jak szyfr.
Ten tekst to Twój klucz do tego szyfru.
Skąd się biorą te dziwne ślunskie słowa
Zanim przejdziesz do listy, jedna rzecz, która sprawi, że zapamiętasz więcej: znaczna część śląskich słów, które brzmią dla Polaka zupełnie obco, to po prostu niemczyzna zadomowiona na kilka pokoleń. Śląsk przez wieki leżał w granicach Prus i Austrii, a Niemcy i Ślązacy żyli obok siebie na tyle długo, że język sąsiada wszedł do codziennej mowy jak własny.
Geszynk to Geschenk — prezent. Fana to Fahne — flaga. Ancug to Anzug — garnitur. Wachtować to wachen — pilnować, czuwać. Gdy następnym razem usłyszysz nieznane śląskie słowo, które brzmi trochę jak coś z niemieckiego — zaufaj intuicji. Często masz rację.
Druga warstwa to archaizmy polskie, które w ogólnej polszczyźnie dawno wymarły, ale na Śląsku przetrwały w żywej mowie. I trzecia — słowa całkowicie oryginalne, których nie da się wyprowadzić z żadnego sąsiedniego języka.
20 słów, które usłyszysz na Śląsku
Kaj — gdzie. Najprostsze i najczęstsze. „Kaj idziesz?” zamiast „Gdzie idziesz?” usłyszysz na każdym rogu. Gdy Ślązak mówi „kaj”, to nie jest błąd — to najnaturalniejsza forma pytania w jego języku.
Godać — mówić, rozmawiać. I stąd właśnie nazwa całego dialektu: godka to mowa, język, rozmowa. „Godomy po śląsku” znaczy po prostu „mówimy po śląsku”.
Gryfny — ładny, fajny, przyjemny. Jedno z najcieplejszych śląskich słów. „Gryfny chłop” to komplement, „gryfnie wyglądosz” — miłe powitanie. Pochodzi prawdopodobnie od staropolskiego „gryf”, ale Ślązacy używają go zupełnie swobodnie.
Gymba — twarz, gęba. Niekoniecznie obraźliwie — „dobro gymba” to po prostu ładna twarz. Kontekst decyduje o zabarwieniu.
Frelka — dziewczyna, panna. Germanizm od Fräulein. W młodszym pokoleniu trochę rzadziej, ale wciąż żywy — szczególnie gdy starszy Ślązak mówi z czułością o wnuczce.
Ôfyncja — urodziny. Jedno z tych słów, które zaskakuje najbardziej, bo nie ma żadnego oczywistego odpowiednika. Pochodzi od niemieckiego Offenzeit lub pokrewnych form świętowania. Gdy kolega mówi „mom ôfyncja” — kup tort.
Geszynk — prezent. Jak wyżej: Geschenk po niemiecku. Na Śląsku mówi się na prezent geszynk tak naturalnie, jak gdzie indziej mówi się „podarunek”.
Ancug — garnitur, elegancki strój. „Wlyź w ancug” oznacza „ubierz się porządnie”. Starsze pokolenie używa tego słowa powszechnie.
Sztatura — sylwetka, figura. „Mo piykno sztatura” to komplement pod adresem budowy ciała. Słowo pochodzi od Statur — i właśnie tak się wymawia.
Hanys — Ślązak, rodowity mieszkaniec Śląska. Słowo używane przez samych Ślązaków na określenie swoich — z dumą, nie z ironią. Pochodzi od imienia Hans, czyli popularnego na Śląsku Jana. Gdy Ślązak mówi o sobie „jestem hanys” — to wyraz tożsamości, nie przezwisko.
Wachtować — pilnować, strzec. „Wachtuj auta” to prośba, żebyś dopilnował samochodu. Czyste wachen z niemieckiego.
Piōrnik — portfel. Uwaga: nie piórnik do długopisów. Na Śląsku piōrnik to portfel. Mylić tych dwóch rzeczy nie warto, szczególnie gdy ktoś prosi o pożyczkę.
Galoty — spodnie. Jedno z bardziej znanych śląskich słów, które przebija się nawet do ogólnopolskiego slangu. Starsze pokolenie nosi galoty, młodsze — też, tyle że częściej mówi „spodnie”.
Bez — przez, bez. To słowo działa w obie strony i potrafi zmylić. „Bez ciebie” na Śląsku znaczy „przez ciebie”, nie „bez ciebie”. „Bez pole” znaczy „przez pole”. To jeden z najczęstszych powodów nieporozumień między Ślązakiem a resztą Polski.
Fyrtać — kręcić się, biegać bez celu, włóczyć się. „Fyrtosz po całym dniu” to zarzut, że ktoś włóczy się zamiast coś robić. Onomatopeja — słychać w tym słowie ruch.
Sznupać — węszyć, szukać, grzebać. „Nie sznupej w mojich rzeczach” jest czytelne nawet bez tłumaczenia. Germanizm od schnuppern.
Fest — mocno, bardzo, solidnie. „Fest dobry” znaczy „bardzo dobry”. „Fest bolało” — „bardzo bolało”. Jedno z tych słów, które wchodzi do użycia nieświadomie — i potem zostaje.
Bana — tramwaj, kolej. Od Bahn. „Jadã bano” — „jadę tramwajem”. W Katowicach bana to część codzienności.
Lauba — wiata, zadaszenie przed domem, weranda. Od Laube — altanka. W śląskich ogrodach lauba to miejsce spotkań rodzinnych przy kawie i kołoczu.
Kołocz — śląskie ciasto drożdżowe z kruszonką. Technicznie nie jest słowem trudnym — ale bez niego żaden słownik śląski nie jest kompletny. To słowo i to ciasto są na Śląsku traktowane z powagą graniczącą z kultem.
Dlaczego godka przetrwała, gdy inne dialekty zanikały
Większość regionalnych gwar w Polsce kurczy się z pokolenia na pokolenie — dzieci uczą się z YouTube’a i Netfliksa, nie od babć przy stole. Śląsk to wyjątek, który językoznawcy tłumaczą silną tożsamością regionalną: bycie Ślązakiem, bycie hanysem, jest dla wielu mieszkańców wartością ważniejszą niż przynależność do jakiegokolwiek innego podziału.
Godka żyje też w internecie inaczej niż inne dialekty. Są śląskie memy, konta na TikToku uczące słówek, fanpage’e zbierające tysiące obserwujących, a śląski rap — Peja, Szpaku, ONZ — trafił do mainstreamu nie ukrywając swojej tożsamości językowej. Słownik gwar śląskich, który Bogumił Podgórski kompilował przez dekady, dokumentuje kilkadziesiąt tysięcy słów — i wciąż nie jest kompletny, bo godka cały czas żyje i zmienia się.
Pro-tip na koniec: jeśli chcesz sprawdzić, czy nowe nieznane słowo śląskie ma korzenie niemieckie — wpisz je w translator i sprawdź fonetyczne podobieństwo do niemieckiego odpowiednika. Działa zaskakująco często. A gdy nie działa — masz prawdziwy śląski oryginał, którego nie ma nigdzie indziej.